Tlen w próżni / The Oxygen in the Void, 1982

/ POL /
HGW: Hakobo Graphic World
Przyszłość jest teraz
Stach Szabłowski

Neoplastyczna rampa do skateboardingu kusi by wyobrazić sobie Pieta Mondriana na desce. Taką rampę zbudował Jakub "Hakobo" Stępień przy okazji wystawy Beautiful Losers w 2007. Wystawa przyjechała do Muzeum Sztuki w Łodzi z Kalifornii i eksplorowała fascynujące pogranicza sztuki i kultury ulicznej. W tym miejscu można sobie zadawać pytanie, czy Mondrian dałby radę, gdyby przyszło mu pojechać na desce, chociaż kwestią ciekawszą jest, czy skateboarding daje radę w muzeum. To oczywiście pytanie retoryczne, bo zadajemy je w epoce postartystycznej, w której wszystko jest względne i płynne - awangarda może być pop, kultura popularna przesuwa się do estetycznej straży przedniej, underground potrafi z piwnicy przeskoczyć niespodziewanie na najwyższe piętro. Sto lat temu futuryście Marinettiemu wydawało się, że ryczący automobil jest piękniejszy od Nike z Samotraki. Teraz sprawy mają się trochę inaczej. Pędzący automobil, a także deska skateboardowa, nie są piękniejsze od Nike, ale są równie piękne ? nie mówiąc o tym, że na desce można jechać w nike'ach, w dodatku po neoplastycznej rampie.

Zaczynam do deskorolki, ponieważ skateboarding jest jednym z wielu wymiarów, z których wyrasta sztuka Jakuba "Hakobo" Stępnia. Innym wymiarem jest neoplastycyzm, jeszcze innym konstruktywizm, awangarda, op-art, psychodelia, hip hop, gry wideo czy minimal, pod który zresztą Hakobo lubi od czasu do czasu podłożyć bombę i wysadzić go w powietrze, tak, aby rozpadł się tysiąc kawałków i zmienił w maximal. Nie znam w Polsce drugiego dizajnera, który tak efektywnie ogarniałby wielowymiarowość współczesnej rzeczywistości, z jej przenikającymi się porządkami i mnogością równolegle funkcjonujących światów, z których każdy ma swoją estetykę. Nie znam innego, który równie skutecznie przekraczałby pozorną sprzeczność między kodem cyfrowym i analogowym, między abstrakcją informacji, a konkretem wizualnego zdarzenia. Hakobo jest współczesny. Jest futurystą - tyle, że przyszłość jest już teraz.

Zdzisław Schubert, kurator Galerii Plakatu i Designu Muzeum Narodowego w Poznaniu, wskazuje na pokrewieństwa Hakobo z falą nowego projektowania ze Szwajcarii, z takimi dizajnerami jak Ralph Schraivogel, Cornel Windlin, Peter Frey czy grupa Norm. Hakobo rzeczywiście rezonuje z nowymi trendami w projektowaniu, do którego wnosi swoją złożoną artystyczną tożsamość. Składa się na nią awangardowe dziedzictwo, wrażliwy na dynamikę czasu temperament futurysty, ale także doświadczenie wizualnego chaosu polskiej przestrzeni publicznej po 1989 z jej niesłychaną żywotnością. Łączą w sobie znajomy nam krajobraz ulicy - zmąconą czystość geometrii modernistycznego budynku, gęsto obrośniętego domorosłymi szyldami reklamującymi hurtownie, tanią odzież, pieczone kurczaki i nowoczesną elektronikę z nieformalnego importu. Do tego neoplemienne tagi hiphopowców, wyrafinowane barbarzyństwo ulicznych kaligrafów graffiti. Surowa, kanciasta geometria wielkich pikseli antycznych ośmiobitowych komputerów, na których wychowywało się pokolenie Hakobo. Patos pejzażu postindustrialnego i abstrakcja e-pejzaży zdigitalizowanej informacji. Połamane miejskie rytmy, dubowa pulsacja, postpunkowa ekspresja.

Sekwencje źródeł i inspiracji w sztuce Hakobo działają na zasadzie sprzężeń zwrotnych. Do muzeum artysta wprowadza estetykę ulicy, na ulicę wyprowadza zakorzenioną w muzeum awangardę. Nie tylko inspiruje się kulturą skaterską, ale w niej uczestniczy projektując szaty graficzne dla deskorolek. Jedną z najbardziej efektownych realizacji Hakobo jest całościowa koncepcja identyfikacji wizualnej dla odnowionego Muzeum Sztuki w Łodzi. W tej awangardowej ?świątyni? Hakobo jest u siebie, stylistycznie wiele czerpie przecież z lat międzywojennych, w których tkwią również korzenie Muzeum. W tym samym stopniu ?na ulicy? jest również ?u siebie? i dlatego traktuje przestrzeń owej świątyni, tak jak graficiarz traktuje przestrzeń miasta. Hakobo projektuje wyrafinowane książki o sztuce, ale także piny, t-shirty, tkaniny. Z równym zaangażowaniem tworzy plakaty dla wystaw sztuki, co dla dubowych koncertów ? w jego twórczości cały czas trwa komunikacja między różnymi poziomami kultury; kanały są udrożnione, a pole estetycznego działania nie ograniczone sztucznymi podziałami. Sztuka jest dla niego kwestią funkcji ? musi iść w świat, rozchodzić na ubraniach, pojawiać na murach, wyjeżdżać na ulicę na powierzchni deskorolki, wspierać ciekawe przedsięwzięcia kulturalne, istnieć w sieci, wibrować w przestrzeni i w świadomości odbiorcy.

Hakobo prowadzi swoje operacje na wielu frontach jednocześnie, ale kluczowy wciąż wydaje mi się plakat. Trzeba pamiętać, że w tej dziedzinie artysta, choć jest twórcą globalnym, działa w kontekście bardzo silnej lokalnej tradycji. Hakobo pochodzi przecież z (byłego) plakatowego mocarstwa; Polska Szkoła Plakatu ma jakościowy ciężar, którego żaden posterzysta nie może do końca zignorować - nawet na początku XXI wieku. Mowa tu o tradycji wywiedzionej wprost ze sztuki wysokiej; plakaty z Polskiej Szkoły są poetyckie i pozostają w ścisłym związku z malarstwem. Hakobo nie ignoruje tej spuścizny, tylko przekracza jej estetykę. Proponuje wizualne rozwiązania oparte na zupełnie innych zasadach. Zamiast symbolu używa znaku, zamiast przedstawiania stosuje ideogram, w miejsce malarskiej plamy i gestu wprowadza struktury i konstrukcje, wielowymiarową ?architekturę? budowaną na płaszczyźnie. Hakobo jest przy tym równie biegły w konstruowaniu, co w dekonstruowaniu, bo wiele z jego projektów opartych jest na połowicznym rozpadzie wcześniej ustalonego porządku, na dynamicznych sytuacjach wizualnych, w których plakat "dzieje się" na naszych oczach.

Rozbieranie twórczości Hakobo na czynniki pierwsze, badanie jej morfologii i anatomii, to kuszące i wciągające zajęcie. Jego sztuka jawi się jako brawurowa synteza różnorodnych estetyk. A jednak wolę traktować projektowanie Hakobo jako ciąg ?niezwykle rzadkich zdarzeń?, wizualnych fenomenów. Zasadniczą rolę w tych zdarzeniach odgrywają rytmy, które można poczuć niemal muzycznie - złożone elektroniczne bity, szalone perkusyjne loopy. Czasami Hakobo generuje graficzny noise, kiedy indziej wyciąga czysty, piękny ton. Tekst potrafi potraktować brutalnie, jako element czysto obrazowy, prawie abstrakcyjny, podporządkowując go raczej strukturze swoich projektów niż prosto pojmowanym zadaniom komunikacyjnym. Informacja w projektach Hakobo jest często zaszumiona, trzeba pewnego wysiłku, aby odfiltrować treść z porządku formy. Paradoksalnie jednak, właśnie dlatego, że nie jest ?łatwy?, Hakobo staje się tym bardziej skuteczny. Wypływa na powierzchnię wartko płynącego strumienia banalnych komunikatów, jest widoczny i wyrazisty.

Jeżeli mianownikiem ponowczesności jest chaos nadmiaru wszystkiego i jednoczesnego istnienia niezliczonych wersji rzeczywistości, to Hakobo nie stara się tego chaosu porządkować. Używa raczej tej nie ukierunkowanej i wszechobecnej energii do zasilania swoich prac, definiowanych przez nieprzewidywalność, ruch, rytm, dynamikę przestrzeni, dialektykę konstruowania i dekonstruowania, zmienne stany skupienia graficznej materii, od ikonicznego znaku, po złożone struktury. Hakobo jest futurystą przyszłości, która już nastąpiła.

---------------------------------------------------------------------------------------
/ ENG /
HGW: Hakobo Graphic World
The future is now
Stach Szabłowski

A neo-plasticistic skateboard ramp tempts you to imagine Piet Mondrian skateboarding. Such a ramp was actually built by Jakub ?Hakobo? Stępień for the Beautiful Losers exhibition in 2007. The exhibition came to the Muzeum Sztuki in Łódź from California and explored the fascinating borderland between art and street culture. Whilst surveying this borderland, one cannot help but ask the question ? would Mondrian manage to skateboard? Or, more properly here ? how does skateboarding manage in a museum? It is a rhetorical question, of course, as it is asked in post-artistic times, when everything is relative and fluid: the avant?garde can be popular, popular culture is aesthetically shifting to the fore, the underground is lifted to the top floor? A hundred years ago, the futurist Marinetti considered the roaring automobile more beautiful than the Nike of Samothrace. Nowadays, things are a bit different ? the hurtling automobile, just as the skateboard, is no better than the Nike, they are equally beautiful. Not to mention the fact that you can skateboard wearing Nikes, and on a neo?plasticistic ramp at that.

Why skateboarding? Because it is one of the numerous dimensions that Hakobo?s art derives from. Neo?plasticism is another. Constructivism, avant-garde, op-art, psychedelic art, hip hop, video games, minimal ? are some more that his output stems from. Incidentally, Hakobo?s minimal sometimes gets blown up to be shattered into a thousand pieces and becomes ?maximal?. There is no other Polish designer I can think of who would so efficiently tame the multidimensionality of today?s reality, with its permeating orders and multitude of parallel worlds, each governed by its own aesthetics. There is no other designer who would be equally efficient in transgressing the seeming contradiction between what is digital and what is analogue, between the abstraction of information and the substance of visual acts. Hakobo is modern. Hakobo is a futurist ? except that his future is now.

The curator of the Gallery of Poster and Design (National Museum in Poznań), Zdzisław Schubert, points out that Hakobo is related to the new wave in Swiss design (Ralph Schraivogel, Cornel Windlin, Peter Frey, norm Group). Indeed, Hakobo is akin to new trends in design, enriching them with his complex artistic identity. The identity is composed of his avant-garde roots, his futurist temperament, sensitivity to temporal dynamics, but also the experience of visual chaos of post-1989 public space in Poland with its unbelievable vitality. The chaos represented by the distorted geometrical purity of a modernist building, splattered with makeshift notices advertising warehouses, cheap clothes, fried chicken and second?hand electronics. There are also the neo?tribal hip hop tags that he uses. And the sophisticated barbarism of street graffiti. And the crude, angular geometry of large pixels typical of the ancient, eight?bit computers that Hakobo?s generation grew with. The pathos of the post-industrial scenery and abstraction of the e-landscape of digitalized information. There are the urban rhythms, the dub pulsation, the post-punk expression.

The sequence of sources and inspirations in Hakobo?s art is based on feedback. The artist brings the street aesthetics into the Museum, at the same time taking outside, into the street, the Museum?rooted avant-garde. He is not just inspired by the skateboard culture, he actually takes part in it by designing layouts covering the boards. One of Hakobo?s most spectacular creations is his overall concept of visual identification prepared for the renovated Muzeum Sztuki in Łódź. Hakobo feels at home in this avant?garde ?temple? ? after all, he is stylistically indebted to the interwar period, in which the Museum itself is rooted. Yet, he is also at home while in the street, so his treatment of the temple space resembles that of a graffiti artist treating city space. Hakobo designs sophisticated art books, but also pins, T-shirts and textiles. He is equally devoted to designing posters meant for art exhibitions and dub concerts ? his works convey the neverending communication between different levels of culture, the channels are permeable, the field of aesthetic activity ? not limited by artificial barriers. For him, art is a matter of function ? it must reach out, appear on clothes and walls, travel into the street on skateboards, support interesting cultural undertakings, function online, vibrate in space and find its way to the recipient?s awareness.

Hakobo functions on many fronts at the same time, but what still seems to me the key element is his poster art. Something to be remembered here is that any artist working in that genre, no matter how global, remains rooted in the context of his strong local tradition. After all, Hakobo comes from the (former) poster superpower: the Polish School of Poster has the gravity that no artist born here is able to shake off entirely, not even at the beginning of the 21st century. The tradition stems directly from high arts ? the Polish School posters are poetic and have always been strictly related to painting. Hakobo does not ignore this heritage, he just transgresses its aesthetics, offering visuals based on completely different principles. He uses a sign instead of a symbol, an ideogram in place of representation, structures and multidimensional, architectural constructions built on surfaces instead of painting spots and gestures. While doing it, Hakobo is equally proficient in constructing and deconstructing ? a number of his projects are based on partial disintegration of a formerly assumed order, dynamic visual situations in which the poster ?is happening? in front of our eyes.

Dismantling Hakobo?s artwork, analysing its morphology and anatomy, is a tempting and absorbing task. His output appears to be a brave synthesis of diverse aesthetics. Still, I prefer to see Hakobo?s design work as a series of ?extremely rare events?, visual phenomena. The main role in those events seems to be played by rhythms that can be sensed almost musically ? complex electronic beats, crazy percussion loops? Sometimes Hakobo generates ear-splitting noise, sometimes produces a clear, beautiful tone. He may treat the text brutally, as strictly visual, almost abstract imagery, submitting it to the structure of his designs rather than directly understood communicative functions. In his works, information is often blurred and requires a certain amount of effort in order to filter the content out of the formal order. Paradoxically, though, Hakobo is more effective because he is not ?easy? ? he emerges from the rapid?flowing stream of banal messages, becoming visible and expressive.

If we agree that the common denominator of postmodernism is the chaos of excess accompanied by the existence of infinite versions of reality, then Hakobo makes no effort to tame this chaos. Instead, he uses the random, omnipresent energy to feed his works that are defined by unpredictability, motion, rhythm, dynamics of space, construction?deconstruction dialectics and altered aggregation states of the graphic matter, ranging from the iconic sign to complex structures. Hakobo is a futurist of the future which is already here.

33_452130007431ddb8df71.jpg
       
33_45213021464ce7debe4d.jpg
       
33_4521303680c1528bb0b4.jpg
       
33_45213068563427e19563.jpg
       
33_4521305602ace98c7148.jpg
       
33_4521303338c3e73acf22.jpg
       
33_45213040782e445c3ac5.jpg
       
33_4521307524ddd5e774f2.jpg
       
33_4521300776551ed81263.jpg
       
33_4521301444bb335b44c3.jpg
       
33_45213028988a8a3d7517.jpg
       
33_452130112013ba5424dd-1.jpg
       
33_45213004204a790b54fb.jpg
       
33_4520669003203878ec49.jpg
       
33_4520667593a072259876.jpg
       
33_4520669423a80ca557b4.jpg
       
33_452066802167b2f6ae41.jpg
       
33_45206646736405c52a93.jpg
       
33_rockport-strony-1.gif
       
33_rockport-strony-2.gif
       
33_rockport-strony-3.gif
       
33_rockport-strony-4.gif
       
33_2plus3d.gif
     2+3D cover 
33_dsc6962.jpg
       
33_dsc6964.jpg
       
33_dsc6965.jpg
       
33_dsc6966.jpg
       
33_dsc6971.jpg
       
33_dsc6969.jpg
 ETAPES     
33_zacheta.jpg
     Zacheta Warsaw 
33_0035.jpg
     Forum Fabricum Graphics Expo 
33_0009.jpg
     AMS Outdoor Gallery > Cracow 
33_0036.jpg
     Paintings Collection > ASP Lodz